czwartek, 22 sierpnia 2013
*Rozdział 5
Zobaczywszy Rayana rozwalonego na kanapie, również wskoczyłem na nią. Złapałem pilot i krążyłem po kanałach, ale ostatnio nic ciekawego nie było. Aż w reszcie zostawiłem na kanale sportowym, gdzie leciał jeden z meczów NBA, które znałem na pamieć.
Spojrzawszy na mojego przyjaciela szturchnęłem go w ramię z całej siły. On tylko odwrócił się w moją i stronę i obojętną miną popatrzył. Przejrzałem go na wylot, dziś był zamyślony, pomimo, że była pierwsza w nocy. Ja też nie mogłem przestać myśleć o Stelli, właściwie sama zasługiwała na śmierć, za te wszystkie świństwa.
- Też o niej myślisz?- z rozmyśleń wyrwał mnie Rayan. Zagubiony pośród swoich myśli nie mogłem poskładać wszystko w całość. Spróbować powiedzieć, że mam dość, tych kłamstw.
- Jak mam nie myśleć.- zatrzymałem się i odetchnełem z ulgą, że chodź to udało mi się powiedzieć.- Przecież ja ją miałem zabić, to ja ją kochałem jak siostrę i wszystko dla niej mogłem zrobić. Dopóki nie ten cholerny Marcus. On ją zmienił na zło. Była taka piękna, a gdy widziałem ją ostatnio wyglądała jak ostatnia szmata.- parsknęłem, przypominając sobie ją jak najlepiej. Jej lekko różowe usta, jej perfekcyjne rysy twarzy i ciała, a jej długie kasztanowe włosy, którymi zawsze oczarowywała każdego chłopaka. Co z tego, że znalazłem ją kilka lat temu, ale traktowałem ją jak siostrę, przyjaciółkę, a nawet własną dziewczynę, aż do listopada ubiegłego roku. Kiedy pierwszy raz uciekła każdy myślał, że została porwana i nie wiadomo przez kogo, aż do czasu kiedy wszystkim oznajmiła, że ma chłopaka, zaczęła wtedy ćpać, pić i palić, a wcześniej tego nie robiła. Chodź nie dziwie się, przecież dawałem jej taki przykład. Pokazywałem, że to jest jej dozwolone, tylko , że ja byłem pełnoletni, a ona miała zaledwie skończone 16 lat.
- Była piękna, taka naturalna. I kiedy pierwszy raz... no wiesz..- westchnął głośno i uśmiechnął- pocałowałem ją i razem spędziliśmy noc, kilka dni przed jej ucieczką, było cudownie.
Oby dwoje pochłoniliśmy się w śmiechu, każdy z nas miał jakieś wspomnienia z nią. - Zapomnijmy o niej!- krzyknął, powodując, że każde słowo to było tylko "powaga".
- Tylko mamy problem. Jakaś pieprzona dziewczyna to widziała.- chlapnąłem nie potrzebnie, ale musiałem to powiedzieć. Przecież i tak by to wyszło na jaw.
- Co? Kto?- popatrzył się na mnie, jakby widział ducha. Nigdy nam się to nie zdarzyło, aby ktoś zobaczył nasze zbrodnie.
-Nie ważne, ważne, aby jej to wybić z głowy.- westchnęłem głośno.- Pogadamy rano- powiedziałem i wyszedłem z salonu, kierując się na schody, kątem oka zobaczyłem, że w salonie nikogo już nie było. Wszedłem do mojego pokoju i myślałem, że dziewczyna po prostu śpi, ale jednak tak nie było, siedziała zwinięta w kłębek w koncie na podłodze. Na jej twarzy nie widziałem wcale łez, była normalna.
- Chcę stąd wyjść- popatrzyła się ostro w moją stronę- WYPUŚĆ MNIE!- krzyknęła głośno. Właściwie mogłem ją puścić, tylko, że poszła by na policję, a tego nie chcieliśmy. A drugie wyjście to było przetrzymanie ją tutaj przez parę tygodni, może wtedy by nie pożałowała. To drugie wyjście jednak było bardziej przekonujące i zdecydowałem się, aby je wybrać.
- Jesteś strasznie głośna i denerwująca, przykro mi, ale musisz tu zostać.- uśmiechnęłem się jak to zawsze robiłem. Podeszłem do komody wybierając czystą koszulkę i jakieś melanżowe dresy. Rzuciłem je na łóżko. Spojrzałem w kierunku blondynki i dopiero teraz zauważyłem, że na jej ubraniu są ślady krwi. Uszłem kilka kroków do przodu i rzuciłem w nią naszykowaną koszulką.
- Po co mi to? I tak zaraz wychodzę.- stanęła na nogi, oglądając białą długą koszulkę w serek. Miała piękną figurę, nogi długie i opalone. Każda dziewczyna mogła jej zazdrościć ciała, bynajmniej na mój gust było pożądane.
- Wychodzisz, zdaje ci się! Uwierz, a teraz chodź ze mną.- przewróciłem oczami, podchodząc do niej bliżej. Ona na prawdę byłam cholernie denerwująca. Spojrzałem jej w oczy, byliśmy kilka centymetrów od siebie.- podaj się- szepnęłem jej w ucho. Chwyciłem na nadgarstek i popchnęłem w stronę drzwi.Otworzyłem je i wpadliśmy na korytarz. Rozejrzałem się i poszliśmy w stronę następnych drzwi, przekręciłem kluczyk wepchnęłem dziewczynę do pokoju, machając. W ostatniej chwili przekluczyłem drzwi.
W oddali słyszałem głośne piski i krzyki.
- I tak uciekne- krzyknęła.
Szczerze? Miałem ją gdzieś, najważniejsze dla mnie było, to abym się wyspał. Przebrałem się z ciuchów na wyłącznie dresy i poszedłem spać. Od czasu do czasu słyszałem głośne walenie w ścianę i niekiedy krzyki.
(***)
Tak kończymy rozdział 5. I jeszcze dziś ukarze sie rozdział 6. :)
czwartek, 13 czerwca 2013
Przeprosiny.
Hej dziewczyny oraz chłopcy!
Ostatnio jak już wiecie jest dużo popraw, a ja próbuje mieć średnią na czerwony pasek, więc to jest trudne <płacz>. Wiem, że nie ma nowych rozdziałów, ale obwiniajcie mnie, bo po prostu trudno mi się uczyć, jeśli jest tak ciepło, więc to zajmuje mi dwa razy więcej czasu. Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie źli i mi to wybaczycie. A i polecajcie blog znajomym!
Pozdrawiam W.! ♥
czwartek, 6 czerwca 2013
Rozdział 4*
NA SAM POCZĄTEK
Ja cieszę się, że wchodzicie, ale polecacie dalej blog, czy to beliber czy ktoś inny :)
Siedziałam cicho oraz nieruchomo. Starałam się zachować pozory, aby on tego nie spostrzegł. W pewnym sensie bałam się jego, a z drugiej byłam pewna, że nie jest tym za kogo się uważa, miał delikatne, duże dłonie. Przetarłam oczy ze zmęczenia, bo jechaliśmy już kilkanaście minut, a on wcale nie stawał, wobec tego patrzył prosto przed siebie. Kszątając się, obruciłam się do okna i dostrzegłam krople deszczu range rovera Biebera. Wreście przyjemnie i wygodnie usadowiłam się na skórzanym siedzeniu.
- Co tak się kręcisz?- spytał z łobuzerskim uśmiechem, patrząc się w moją stronę. Jego brązowe źrenice wydały się wąskie, chodź za razem bardzo seksowene.
- Bo masz nie wygodny samochód?- odpowiedziałam z odrobioną nuty złości w głosie. Miałam także dodać " jak i poprzedni ", ale obojętnie w sumie musiałam się powstrzymać.
- Mój samochód niee wygodny? Nie wieże. On jest moją pięknością- chyba próbował przełamać lody pomiędzy nas, ale nie zbyt mnie to bawiło.
- I mam nadzieję, że jesteście ze sobą szczęśliwi, bo taki bipolarny dupek zgadza się tylko z jakimś autem, którego uważa za swoją kochaną dziewczynę- prychnęłam, bo uważałam, że taka prawda.
- Jak mnie nazwałaś? Co?- zapytał złowieszczono, sciskając okrągłą kierownicę.
- Jak? Czy ty jesteś głupi czy ty tylko udajesz ?- myślałam, że on jest najgorszą rzeczą, jaka przydarzyła mi się w życiu. Byłam tylko z nim nie całą godzinę, a miałam już go dosyć.- Nazwałam cię dupkiem!- wydarłam się na cały samochód, chciałam wykrzyczeć to na całą okolicę.
- A ty suką, która nic nie szanuje, gdyby nie był człowiekiem mądrym, to już byś nie żyła. Byłabyś martwa.- popatrzył na mnie rządzą władzy, jakby teraz już chciał to zrobić.
- Ohh- westchnęłam- To nie ja przed chwilą kogoś zabiłam, a zwłaszcza bezbronną dziewczynę- uśmiechnęłam się, gdy już uświadomiłam sobie, że wygrałam nasz dialog.
- Teraz będziesz mi to wypominać?- utworzył linię prostą z ust.
- A jak niby tego nie robić, jesteś mordercą.- dałam mu totalny, wyraźny znak, że było to świństwo.
- Należało jej się. A po za tym nie jest to twoja sprawa- ofensywnie zerkał na drogę, a co chwilę na mnie. Jestem, że gdyby spojrzenie zabijało byłabym martwa. Wiedziałam, że nie mogę pokazać żadnych emocji i uczuć na zewnątrz- Zamknij się!- zakrzyknął prosto w moje ucho. Zdegustowany wyciągnął z tylniej kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego.
Cicho uświadomiłam sobie, że to on już mówi na serio. Usadowiłam się na siedzeniu, przyciągając kolana do siebie. Zaczęłam zastanawiać się co powiedzieć, ale akurat podjechaliśmy pod czarną, wielką bramę. O Justin po chwili wystukał kod i brama otworzyłam się szeroko, otwierając drogę oświetloną wysokimi lampionami. A na wprost stał wielki, ogromny i piękny dom, przypominający mały dworek. Miał dwa piętra , był biały i wyglądał oszałamiająco, jak sześciogwiazdkowy hotel. Wzrokiem pożerałam każdy centymetr widoku. Aż mój wzrok utkwił na białą altankę, oświetloną świecami. W środku siedziały dwie osoby, które przytulały się, oczywiście była to kobieta i mężczyzna. Za pewnie była to randka, taka wymarzona, którą oczekiwałam też ja. Wiem, że to nie był moment na marzenia, ale musiałam. Z rozmyślania wyrwał mnie Justin, który stał na zewnątrz, pokazują ręką, aby wysiadła. Nawet nie zauważyłam jak zatrzymał się i sam wysiadł z range rovera. Otwierając drzwi auta, wysiadłam i lekko zamknęłam je, aby nie sprawić złowieszczego wyrazu twarzy chłopaka. Już po kilku setnych sekundach byłam przy nim, dotrzymując mu tempa. Podniosłam nogę, aby wejść na pierwszy schodek, gdy Justin otwarzył drzwi i wpędził mnie do środka. Wystrój domu, był ogromnym przeciwieństwem zewnętrznego wyglądu. Dominowały ty kolory ciemnego brązu, czerwieni i beżu. Klimat tego miejsca był ciepły, a za razem twardy. Musieli mieszkać tu sami faceci. Sam zapach nawet o tym przypominał, do mojego nosa doszły zapachy perfum escape, które spowodowały lekkie mrowienie w nosie. Bieber pokazał mi na drewniane schody, miał na myśli, abym tam weszła i tak zrobiłam. Tu już na górze, był długi korytarz z drewnianymi drzwiami na prawo i lewo. Popchnął mnie od tyłu i już w drugich drzwiach zaprosił mnie, abym weszła.
-I po co mnie tu wziąłeś?- spytałam nie ruszając się bliżej. Pokój był fioletowy i bardzo duży. Miał duże łóżko, wielkie okna i za firanki widać było wielkie taras. W pokoju były następne drzwi do łazienki, wielkiej brązowej, eleganckiej łazienki. - I nie mów, że teraz wychodzisz?- zobaczyłam gdy zaczął iść w stronę wyjścia.
- Tak i co z tego?- zapytał przewracając oczyma, to było strasznie denerwujące i rozpraszające.
- Gdzie ja mam spać?- spytałam, bo na serio miał tego dosyć. Jak mnie traktuje jak powietrze.
- Na podłodze- prysknął. Uśmiechnął się i wyszedł.
******
Helllolloooo Już rozdział 4 !
Twitter podajcie, a i jeśli ktoś ma pomysł na rozdział może do mnie napisać.
Nr. 7851429 :) GG.
ALBO NA PRIV GOOGLE :)
Ja cieszę się, że wchodzicie, ale polecacie dalej blog, czy to beliber czy ktoś inny :)
Siedziałam cicho oraz nieruchomo. Starałam się zachować pozory, aby on tego nie spostrzegł. W pewnym sensie bałam się jego, a z drugiej byłam pewna, że nie jest tym za kogo się uważa, miał delikatne, duże dłonie. Przetarłam oczy ze zmęczenia, bo jechaliśmy już kilkanaście minut, a on wcale nie stawał, wobec tego patrzył prosto przed siebie. Kszątając się, obruciłam się do okna i dostrzegłam krople deszczu range rovera Biebera. Wreście przyjemnie i wygodnie usadowiłam się na skórzanym siedzeniu.
- Co tak się kręcisz?- spytał z łobuzerskim uśmiechem, patrząc się w moją stronę. Jego brązowe źrenice wydały się wąskie, chodź za razem bardzo seksowene.
- Bo masz nie wygodny samochód?- odpowiedziałam z odrobioną nuty złości w głosie. Miałam także dodać " jak i poprzedni ", ale obojętnie w sumie musiałam się powstrzymać.
- Mój samochód niee wygodny? Nie wieże. On jest moją pięknością- chyba próbował przełamać lody pomiędzy nas, ale nie zbyt mnie to bawiło.
- I mam nadzieję, że jesteście ze sobą szczęśliwi, bo taki bipolarny dupek zgadza się tylko z jakimś autem, którego uważa za swoją kochaną dziewczynę- prychnęłam, bo uważałam, że taka prawda.
- Jak mnie nazwałaś? Co?- zapytał złowieszczono, sciskając okrągłą kierownicę.
- Jak? Czy ty jesteś głupi czy ty tylko udajesz ?- myślałam, że on jest najgorszą rzeczą, jaka przydarzyła mi się w życiu. Byłam tylko z nim nie całą godzinę, a miałam już go dosyć.- Nazwałam cię dupkiem!- wydarłam się na cały samochód, chciałam wykrzyczeć to na całą okolicę.
- A ty suką, która nic nie szanuje, gdyby nie był człowiekiem mądrym, to już byś nie żyła. Byłabyś martwa.- popatrzył na mnie rządzą władzy, jakby teraz już chciał to zrobić.
- Ohh- westchnęłam- To nie ja przed chwilą kogoś zabiłam, a zwłaszcza bezbronną dziewczynę- uśmiechnęłam się, gdy już uświadomiłam sobie, że wygrałam nasz dialog.
- Teraz będziesz mi to wypominać?- utworzył linię prostą z ust.
- A jak niby tego nie robić, jesteś mordercą.- dałam mu totalny, wyraźny znak, że było to świństwo.
- Należało jej się. A po za tym nie jest to twoja sprawa- ofensywnie zerkał na drogę, a co chwilę na mnie. Jestem, że gdyby spojrzenie zabijało byłabym martwa. Wiedziałam, że nie mogę pokazać żadnych emocji i uczuć na zewnątrz- Zamknij się!- zakrzyknął prosto w moje ucho. Zdegustowany wyciągnął z tylniej kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego.
Cicho uświadomiłam sobie, że to on już mówi na serio. Usadowiłam się na siedzeniu, przyciągając kolana do siebie. Zaczęłam zastanawiać się co powiedzieć, ale akurat podjechaliśmy pod czarną, wielką bramę. O Justin po chwili wystukał kod i brama otworzyłam się szeroko, otwierając drogę oświetloną wysokimi lampionami. A na wprost stał wielki, ogromny i piękny dom, przypominający mały dworek. Miał dwa piętra , był biały i wyglądał oszałamiająco, jak sześciogwiazdkowy hotel. Wzrokiem pożerałam każdy centymetr widoku. Aż mój wzrok utkwił na białą altankę, oświetloną świecami. W środku siedziały dwie osoby, które przytulały się, oczywiście była to kobieta i mężczyzna. Za pewnie była to randka, taka wymarzona, którą oczekiwałam też ja. Wiem, że to nie był moment na marzenia, ale musiałam. Z rozmyślania wyrwał mnie Justin, który stał na zewnątrz, pokazują ręką, aby wysiadła. Nawet nie zauważyłam jak zatrzymał się i sam wysiadł z range rovera. Otwierając drzwi auta, wysiadłam i lekko zamknęłam je, aby nie sprawić złowieszczego wyrazu twarzy chłopaka. Już po kilku setnych sekundach byłam przy nim, dotrzymując mu tempa. Podniosłam nogę, aby wejść na pierwszy schodek, gdy Justin otwarzył drzwi i wpędził mnie do środka. Wystrój domu, był ogromnym przeciwieństwem zewnętrznego wyglądu. Dominowały ty kolory ciemnego brązu, czerwieni i beżu. Klimat tego miejsca był ciepły, a za razem twardy. Musieli mieszkać tu sami faceci. Sam zapach nawet o tym przypominał, do mojego nosa doszły zapachy perfum escape, które spowodowały lekkie mrowienie w nosie. Bieber pokazał mi na drewniane schody, miał na myśli, abym tam weszła i tak zrobiłam. Tu już na górze, był długi korytarz z drewnianymi drzwiami na prawo i lewo. Popchnął mnie od tyłu i już w drugich drzwiach zaprosił mnie, abym weszła.
-I po co mnie tu wziąłeś?- spytałam nie ruszając się bliżej. Pokój był fioletowy i bardzo duży. Miał duże łóżko, wielkie okna i za firanki widać było wielkie taras. W pokoju były następne drzwi do łazienki, wielkiej brązowej, eleganckiej łazienki. - I nie mów, że teraz wychodzisz?- zobaczyłam gdy zaczął iść w stronę wyjścia.
- Tak i co z tego?- zapytał przewracając oczyma, to było strasznie denerwujące i rozpraszające.
- Gdzie ja mam spać?- spytałam, bo na serio miał tego dosyć. Jak mnie traktuje jak powietrze.
- Na podłodze- prysknął. Uśmiechnął się i wyszedł.
******
Helllolloooo Już rozdział 4 !
Twitter podajcie, a i jeśli ktoś ma pomysł na rozdział może do mnie napisać.
Nr. 7851429 :) GG.
ALBO NA PRIV GOOGLE :)
sobota, 1 czerwca 2013
Rozdział 3*
Narrator
Chuda blondynka, wciąż kszątała się po bordowych aucie, aż w końcu wysiadła obciągając swoją kusą sukienkę, którą ubrała. " Musiała się lekko zabawić, aby zapomnieć". Przyszła do tego samego klubu, co zawsze ze znajomymi. Już nie musiała kupować biletu, bo zawsze miała wstęp gratis. Lekko popchnęła czarne blachowane drzwi, widać, że sprawiało to jej dużo problemu, więc z całej siły je pchnęła. W jej uszach wpadła znajoma muzyka, którą zawsze stąd puszczali.
Hannah
Miałam totalny mętlik w głowę, czy na pewno powinnam dziś być w tym klubie i pokazywać się innym na oczy. Jednak coś w głowie mówiło mi, żeby przyszła tu i próbowała odciągnąć się od rzeczywistości. Kierując się do baru, przepychałam się między ludźmi, którzy, albo tańczyli lub uprawiali stosunek. Jednak jak zawsze nie patrzyłam im w twarze. Zauważyłam, że nic się nie zmieniło, wciąż było tu jak w starej kamienicy, tylko z kolorowymi światłami i nowoczesnymi akcesoriami. Usiadłam na wysokim, czarnym barowym stołku. I teraz zapadła ta dziwna cisza w głowie o pytaniu " Zamówić coś?" Przecież po to był ten gówniany ośrodek miał mnie nauczyć nie pić, nie palić, nie tnąć się i pamiętać, aby o siebie dbała, a tak na prawdę wszystko było odwrotnie. Starałam się, aby wszystkie emocje nie wyszły na wierzch. Dam sobie radę, powtarzałam.
- Coś podać?- usłyszałam męski głos z naprzeciwka baru. Przez chwilę starałam się powiedzieć, że nic jednak, nie mogłam, to taki nałóg.
- kieliszek szkockiej.- powiedziała i uśmiechnęłam się do barmana, którego twarz wydawała mi się znajoma, może to któryś z tych chłopaków, który mnie odwoził do domu lub spędzałam u niego noc. Sama nie wiedziałam. Z transu wyciągnął mnie barman podający kieliszek z gorzką cieczą. Wypiłam cały, czując w gardle palące wrażenie, gorzkie i nie przyjemne. " Cieszę się, że znów mam to w ustach" powiedziałam sama do siebie próbując uśmiechnąć się do siebie. Prosiłam o jeszcze kilka kieliszków, wciąż czułam ten rażący posmak wódki, ale nie przejmowałam się. Po kilku minutach poczułam, że ciecz wdarła mi się do mózgu i zaczęła wątpliwie przekazywać mi odmowne impulsy, czego chciałam zrobić. Wstałam chwiejnym krokiem i czułam tysiące spojrzeń napalonych mężczyzn. Weszłam w śród tańczących ludzi. Zamykając oczy, lekko zaczęłam kiwać się w rytm muzyki, pochylać i radośnie uśmiechać. Otworzyłam oczy, uświadamiając sobie, że na pewno się upiłam. Nie kończąc tańczyć, spojrzałam na brązowookiego chłopaka, stojącego przy barze, opierającego się łokciami. Jego oczy były skierowane na mnie. Miał na sobie wąskie jeansy, biały podkoszulek i kurtkę skórzaną. Zauważyłam, że gdy tylko nasze oczy styknęły się ze sobą, zaczął podchodzić dumnym, męskim krokiem, jakby kroczył do danego celu, punktu.
- Cześć, skarbie....- westchnął mi do ucha, jego oddech odbił się, powodując u mnie zaróżowiałe policzki. Stanął za mną lekko kołysząc się w ten sam rytm co moje biodra.
=============================================
To będzie część 1. Bo idę na wesele i mama się sapie, że się jeszcze nie wykąpałam. Tak to jest Justin :P:PJustin Bieber
Podawajcie nazwy swoim twitterów. :) Będę wam mówiła kiedy następny rozdział :P
Rozdział 3 część 2.
Na początku małe ogłoszenie. Dziękuje za miłe słowa, jakie piszecie i na priv to też dużo daje i pokazujcie swoim koleżanką, kolegą, wszystkim to opowiadanie :) Będę wdzięczna.
****
Odwróciłam się z zamiarem walnięcia go, ale coś w duszy podpowiadało mi, żeby tego nie robiła. Dotykając mnie czułam stanowczą, a za razem delikatną dłoń, sunącą mi się po biodrach. Byłam zagmatfana, czułam ciepło uderzające o moją szyję i piękny zapach męskich drogich perfum. Wydawało mi się, że tą twarz gdzieś widziałam. Zerkając co chwilę za jego wyraz twarzy, zdałam sobie sprawę, że to był chłopak, któremu zagrałam auto spod stacji benzyny. Lecz jednak chłopak był za bardzo zajęty moją figurą, niż tym, że jestem winna kradzierzy jego rzeczy.
- Jak masz na imię?- zapytała, podtrzymując mój podbródek, pierwszy raz patrząc mi się prosto w oczy, musiał widzieć coś niepokojącego.
- H-Hannah- odpowiedziała, aż zająkałam ze strachu.
- Ja Justin Bieber- powiedział z taką dumą, że nie który ludzie popatrzyli się na nas, jak na osoby, które nie wiedzą co robią. Tym bardziej, że to nazwisko już znałam, tym bardziej rozwierał mnie strach przed nim.
- Muszę pójść do łazienki.- wiem, że nie musiałam tak nagle wypalić, ale to był jeden pomysł ucieczki przed nim. Dotychczas przez strach zapomniałam, że jestem już wstawiona. A mój organizm zaczął funkcjonować jak przestraszona mysz.
Wyrwałam się z jego uścisku i wbiegłam do łazienki, zamykając się w kabinie. Siadłam na klapce od sedesu i podciągnęłam kolana do głowy. Czując niesforne mrowienie z brzuchu. A gdy zobaczył, że to ja ukradłam mu samochód. Pewnie nie pamięta już mnie. Na chwilę moje uszy usłyszały kroki, osoby idącej przez toaletę, czułam, że może być Justin. Może już wie! Podświadomie wiedziałam i mówiłam po cichu szeptem. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
Puk!.... Puk!... Nie ustawało, wiedziałam, że już się nie wyrwę z stąd.
- Jest tam kto?- usłyszałam cichutki głos, jakby dziewczęcy. Po jednej sekundzie moje ciało przestało drzeć i mój umysł w reszcie doszedł do normalnej formy.
- Zajęte.- powiedziałam, bo nie czułam już strachu. Otwierając zamek, otworzyłam drzwi i ujrzałam małą dziewczynkę, miała około 16 lat i była ubrana jak dziwka, tak dziwka.
- Co się stało?- zapytałam nie czując nic przeciwko, widziałam, że miała posiniaczoną twarz i ręce we krwi.
- Nic- zadrżała głosem. Lekko odkręcając kran z lecącą wodą.
- Kto ci to zrobił?- zapytałam ponownie.
- To On, ja już nie wytrzymam.- krzyknęłam przez łzy, przytulając się we mnie.
- Kim jest on?- zapytałam, teraz dopiero czułam się niezręcznie.
- Nie uciekniesz mi mała dziwko!- usłyszałam za plecami, co spowodowało u mnie dreszcze.
- On - krzyknęła, na co zaczęła się trzęść. Zobaczyłam do tyłu i zobaczyłam postać Justina z pistoletem w dłoni.
- Odsuń się od niej!- krzyknął, ze złowieszczył wyrazem twarzy i jak powiedział tak zrobiłam.
Cholernie się bała. Podszedł do filigramowej dziewczyny, łapiąc za nadgarstek i prowadząc do kabiny. Słyszałam krzyki.
- Zostaw mnie!
- Zostaw mnie!- krzyczała. Na co on wybuchł śmiechem.
- Wiesz co zrobiłaś?- krzyknął, zaznaczając "co"
Nastała cisza. A wreszcie strzał z pistoletu. Chłopak dynamicznie wyszedł z kabiny, z zakrwawioną koszulką, a w rękach miał pistolet. Złapał mnie za nadgarstek, wywołując u mnie odruchy wymiotne. Zdjął koszulkę i podpalił ją jednym ruchem. Miałam nadzieję, że mnie puści, ale jednak tego nie zrobił. Chodź chciałam się wymknąć on zaciskał uścik, przez co moja rękę stała się nabrzmiała i czerwona. Prowadził przez całą salę, a później wyszedł na zewnątrz, prowadząc mnie w ciemną ulicę. Miałam wrażenie, że to tylko zły sen, tylko zły sen, tylko! Ale jednak przecierając oczy zdałam sobie sprawę, że jestem w cholernych kłopotach. Wepchnął mnie to samochodu oraz sam wsiadł od strony kierowcy.
- Gdzie mnie zabierasz?- spytałam.
- Zamknij morde!- odezwał się. I już wiedziałam, że wpakowałam się w kolejne gówno.
Ogłoszenia.
Dziękuje za to, że są wejścia. Tak jestem Belieber.(odpowiadam na pytanie, które zostało mi wysłane)
Chuda blondynka, wciąż kszątała się po bordowych aucie, aż w końcu wysiadła obciągając swoją kusą sukienkę, którą ubrała. " Musiała się lekko zabawić, aby zapomnieć". Przyszła do tego samego klubu, co zawsze ze znajomymi. Już nie musiała kupować biletu, bo zawsze miała wstęp gratis. Lekko popchnęła czarne blachowane drzwi, widać, że sprawiało to jej dużo problemu, więc z całej siły je pchnęła. W jej uszach wpadła znajoma muzyka, którą zawsze stąd puszczali.
Hannah
Miałam totalny mętlik w głowę, czy na pewno powinnam dziś być w tym klubie i pokazywać się innym na oczy. Jednak coś w głowie mówiło mi, żeby przyszła tu i próbowała odciągnąć się od rzeczywistości. Kierując się do baru, przepychałam się między ludźmi, którzy, albo tańczyli lub uprawiali stosunek. Jednak jak zawsze nie patrzyłam im w twarze. Zauważyłam, że nic się nie zmieniło, wciąż było tu jak w starej kamienicy, tylko z kolorowymi światłami i nowoczesnymi akcesoriami. Usiadłam na wysokim, czarnym barowym stołku. I teraz zapadła ta dziwna cisza w głowie o pytaniu " Zamówić coś?" Przecież po to był ten gówniany ośrodek miał mnie nauczyć nie pić, nie palić, nie tnąć się i pamiętać, aby o siebie dbała, a tak na prawdę wszystko było odwrotnie. Starałam się, aby wszystkie emocje nie wyszły na wierzch. Dam sobie radę, powtarzałam.
- Coś podać?- usłyszałam męski głos z naprzeciwka baru. Przez chwilę starałam się powiedzieć, że nic jednak, nie mogłam, to taki nałóg.
- kieliszek szkockiej.- powiedziała i uśmiechnęłam się do barmana, którego twarz wydawała mi się znajoma, może to któryś z tych chłopaków, który mnie odwoził do domu lub spędzałam u niego noc. Sama nie wiedziałam. Z transu wyciągnął mnie barman podający kieliszek z gorzką cieczą. Wypiłam cały, czując w gardle palące wrażenie, gorzkie i nie przyjemne. " Cieszę się, że znów mam to w ustach" powiedziałam sama do siebie próbując uśmiechnąć się do siebie. Prosiłam o jeszcze kilka kieliszków, wciąż czułam ten rażący posmak wódki, ale nie przejmowałam się. Po kilku minutach poczułam, że ciecz wdarła mi się do mózgu i zaczęła wątpliwie przekazywać mi odmowne impulsy, czego chciałam zrobić. Wstałam chwiejnym krokiem i czułam tysiące spojrzeń napalonych mężczyzn. Weszłam w śród tańczących ludzi. Zamykając oczy, lekko zaczęłam kiwać się w rytm muzyki, pochylać i radośnie uśmiechać. Otworzyłam oczy, uświadamiając sobie, że na pewno się upiłam. Nie kończąc tańczyć, spojrzałam na brązowookiego chłopaka, stojącego przy barze, opierającego się łokciami. Jego oczy były skierowane na mnie. Miał na sobie wąskie jeansy, biały podkoszulek i kurtkę skórzaną. Zauważyłam, że gdy tylko nasze oczy styknęły się ze sobą, zaczął podchodzić dumnym, męskim krokiem, jakby kroczył do danego celu, punktu.
- Cześć, skarbie....- westchnął mi do ucha, jego oddech odbił się, powodując u mnie zaróżowiałe policzki. Stanął za mną lekko kołysząc się w ten sam rytm co moje biodra.
=============================================
To będzie część 1. Bo idę na wesele i mama się sapie, że się jeszcze nie wykąpałam. Tak to jest Justin :P:PJustin Bieber
Podawajcie nazwy swoim twitterów. :) Będę wam mówiła kiedy następny rozdział :P
Rozdział 3 część 2.
Na początku małe ogłoszenie. Dziękuje za miłe słowa, jakie piszecie i na priv to też dużo daje i pokazujcie swoim koleżanką, kolegą, wszystkim to opowiadanie :) Będę wdzięczna.
****
Odwróciłam się z zamiarem walnięcia go, ale coś w duszy podpowiadało mi, żeby tego nie robiła. Dotykając mnie czułam stanowczą, a za razem delikatną dłoń, sunącą mi się po biodrach. Byłam zagmatfana, czułam ciepło uderzające o moją szyję i piękny zapach męskich drogich perfum. Wydawało mi się, że tą twarz gdzieś widziałam. Zerkając co chwilę za jego wyraz twarzy, zdałam sobie sprawę, że to był chłopak, któremu zagrałam auto spod stacji benzyny. Lecz jednak chłopak był za bardzo zajęty moją figurą, niż tym, że jestem winna kradzierzy jego rzeczy.
- Jak masz na imię?- zapytała, podtrzymując mój podbródek, pierwszy raz patrząc mi się prosto w oczy, musiał widzieć coś niepokojącego.
- H-Hannah- odpowiedziała, aż zająkałam ze strachu.
- Ja Justin Bieber- powiedział z taką dumą, że nie który ludzie popatrzyli się na nas, jak na osoby, które nie wiedzą co robią. Tym bardziej, że to nazwisko już znałam, tym bardziej rozwierał mnie strach przed nim.
- Muszę pójść do łazienki.- wiem, że nie musiałam tak nagle wypalić, ale to był jeden pomysł ucieczki przed nim. Dotychczas przez strach zapomniałam, że jestem już wstawiona. A mój organizm zaczął funkcjonować jak przestraszona mysz.
Wyrwałam się z jego uścisku i wbiegłam do łazienki, zamykając się w kabinie. Siadłam na klapce od sedesu i podciągnęłam kolana do głowy. Czując niesforne mrowienie z brzuchu. A gdy zobaczył, że to ja ukradłam mu samochód. Pewnie nie pamięta już mnie. Na chwilę moje uszy usłyszały kroki, osoby idącej przez toaletę, czułam, że może być Justin. Może już wie! Podświadomie wiedziałam i mówiłam po cichu szeptem. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
Puk!.... Puk!... Nie ustawało, wiedziałam, że już się nie wyrwę z stąd.
- Jest tam kto?- usłyszałam cichutki głos, jakby dziewczęcy. Po jednej sekundzie moje ciało przestało drzeć i mój umysł w reszcie doszedł do normalnej formy.
- Zajęte.- powiedziałam, bo nie czułam już strachu. Otwierając zamek, otworzyłam drzwi i ujrzałam małą dziewczynkę, miała około 16 lat i była ubrana jak dziwka, tak dziwka.
- Co się stało?- zapytałam nie czując nic przeciwko, widziałam, że miała posiniaczoną twarz i ręce we krwi.
- Nic- zadrżała głosem. Lekko odkręcając kran z lecącą wodą.
- Kto ci to zrobił?- zapytałam ponownie.
- To On, ja już nie wytrzymam.- krzyknęłam przez łzy, przytulając się we mnie.
- Kim jest on?- zapytałam, teraz dopiero czułam się niezręcznie.
- Nie uciekniesz mi mała dziwko!- usłyszałam za plecami, co spowodowało u mnie dreszcze.
- On - krzyknęła, na co zaczęła się trzęść. Zobaczyłam do tyłu i zobaczyłam postać Justina z pistoletem w dłoni.
- Odsuń się od niej!- krzyknął, ze złowieszczył wyrazem twarzy i jak powiedział tak zrobiłam.
Cholernie się bała. Podszedł do filigramowej dziewczyny, łapiąc za nadgarstek i prowadząc do kabiny. Słyszałam krzyki.
- Zostaw mnie!
- Zostaw mnie!- krzyczała. Na co on wybuchł śmiechem.
- Wiesz co zrobiłaś?- krzyknął, zaznaczając "co"
Nastała cisza. A wreszcie strzał z pistoletu. Chłopak dynamicznie wyszedł z kabiny, z zakrwawioną koszulką, a w rękach miał pistolet. Złapał mnie za nadgarstek, wywołując u mnie odruchy wymiotne. Zdjął koszulkę i podpalił ją jednym ruchem. Miałam nadzieję, że mnie puści, ale jednak tego nie zrobił. Chodź chciałam się wymknąć on zaciskał uścik, przez co moja rękę stała się nabrzmiała i czerwona. Prowadził przez całą salę, a później wyszedł na zewnątrz, prowadząc mnie w ciemną ulicę. Miałam wrażenie, że to tylko zły sen, tylko zły sen, tylko! Ale jednak przecierając oczy zdałam sobie sprawę, że jestem w cholernych kłopotach. Wepchnął mnie to samochodu oraz sam wsiadł od strony kierowcy.
- Gdzie mnie zabierasz?- spytałam.
- Zamknij morde!- odezwał się. I już wiedziałam, że wpakowałam się w kolejne gówno.
Ogłoszenia.
Dziękuje za to, że są wejścia. Tak jestem Belieber.(odpowiadam na pytanie, które zostało mi wysłane)
piątek, 31 maja 2013
Rozdział 2*
NA POCZĄTKU JAK ZAWSZE, JEŚLI CHCE KTOŚ BYĆ INFORMOWANY TO NIECH NAPISZĘ SWOJĄ NAZWĘ KONTA NA TWITTERZE :P
=================================================================
Nie mogłam opanować stresu zżerającego mnie od środka, cała wrzałam, a na mojej twarzy pojawił się okropny nerw. Z jednej strony ten dom był dla mnie oparciem, a z drugiej najgorszym miejscem niż ten okropny ośrodek. Wolałam zamknąć się w sobie. Spojrzawszy ostatni raz na moje blizny na nadgarstka, zdałam sobie sprawę, że muszę tam wejść. Otworzyłam drzwi od samochodu, wychodząc z niego i zamykając lekko, aby nie zrobić za dużo hałasu i nie wzbudzić zainteresowania sąsiadów. Ledwo co weszłam na podwórka, a po moim ramieniu przeszedł dreszcz.
Usłyszałam tylko mocny i głośny trzask, a po moich policzkach spływały powolnie łzy. Mój policzek stał się czerwony i przeszywał go ból, którego pierwszy raz poznałam.
- Ja nie chciałam, nie chciałam.- westchnęła moja matka, lekko się nade mną pochylając. Jednak lekko odeszłam do tyłu.- To ten tylko jeden raz.- westchnęła.
- Nie chcę cię znać.- krzyknęłam, gdy łzy rozmywały mi mój wieczorny makijaż.- Nie dotykaj mnie!- uznałam, że krzyk jest chyba najwłaściwszym wyjaśnieniem.- Nie jesteś moją matką!
- Wychowałam cię, teraz się tak odpłacasz. Jestem twoją matką, gówniarzu!- pierwszy raz zobaczyłam ją, aż tak bardzo zdenerwowaną.- Tniesz się, pijesz, ćpasz, nie tak cię z ojcem wychowaliśmy.- Poczułam, że to koniec.
Musiałam przełamać ten lód, wchodząc bliżej nacisnęłam dzwonka, bo czułam się tu nieswojo. Stałam kilka minut, czekając na odpowiedź.Czułam się teraz jak jedna nie potrzebna rzecz tu taj. Uświadomiłam sobie, że tak na prawdę muszę z tym skończyć. Jednak nikogo nie słyszałam, a przede wszystkim nie widziałam. Dotknęłam klamki i lekko nacisnęłam, bałam się wejścia tam, cholernie się bałam. Postawiłam pierwszy krok i poczułam muśnięcie ciepłem moich policzków. Było tu tak zawsze, pachniało ciasteczkami, a wygląd wcale się nie zmienił przez ten rok beze mnie. Krocząc w stronę salonu, zobaczyłam śpiącego tate. Zawsze miałam do niego pełne serce, przede wszystkim to ona zawsze dla mnie był autorytetem. Siadłam na fotelu na przeciw niemu i przez chwilę patrzyłam się z niedowierzaniem.Zamknęłam oczy.
- Zawsze będziesz moją małą córeczką i nigdy nią nie przestaniesz- przytulił mnie, całując w czoło.
- Dziękuje tato!- poczułam dla kogo mogę żyć.
- Hannah, co ty tu robisz ?- spytał tata, wyciągając mnie z transu. Nie mogłam przez chwilę odpowiedzieć, nie potrafiłam wszystkiego sobie poskładać w całość.- Halo, co się stało? Przecież ty....- przerwałam mu.
- Ja uciekłam- co raz bardziej drżały mi dłonie.- Nie mogłam tam dłużej wytrzymać i....- przez chwilę uległa cisza.- to był ośrodek dla jakiś wariatów i debili. Przyszłam tylko po rzeczy.- nie wiedziałam co dalej powiedzieć. Byłam zdenerwowana to mało powiedziane.
- Przecież ja nic, nie mówie, kochanie. Ale dlaczego uciekłaś?- zdecydowanie był bardzo uspokojony. Wiedział, że tam nie mogę być.
- Tam gdzie matka mnie posłała, zamykają, biją, gwałcą i wciąż się wyżywają, ja tak nie potrafię żyć.- pojedyncza łza zleciała mi policzku.
- Rozumiem. Dziecko, mogłaś jeszcze wytrzymać 6 miesięcy.- poklepał mnie po plecach.
- Nie, czekałam do wczoraj, wczoraj były moje urodziny przecież.- opracowywałam to jak im o tym opowiedzieć kilkanaście miesięcy. Ale już dziś tak na prawdę się z tym stoczyłam.
- Mama nie będzie z tego dumna.- westchnął tak głośno, że jego powietrze obiło mi się o policzki.
- Ona o niczym się nie dowie- prysknęłam. Czując, że nie tylko te słowa bolą mojego ojca, ale od środka zjadają też mnie i nie mogę z tym walczyć.- Mam 18 lat i nie macie żadnej władzy nade mną, więc nie możecie nic zrobić, przykro mi.- ostatnią część zdania na prawdę powiedziałam bardzo cicho, aby to tylko zachowane było dla mnie, w szczególność dla mnie.- To tylko tyle- powiedziałam przez zamknięte w cienkie usta. Stałam,a ojciec ani milimetra nie ruszył z kanapy.
"To chyba znaczy, że to rozumie" Głos z mojej głowie odezwał się i rozwalił moją psychikę na kilka kawałków.
Dynamicznie kierowałam się w stronę mojego starego pokoju, kiedy nagle poczułam, że mój brzuch momentalnie pęka, więc po ostatkach sił ruszyłam do kuchni biorąc z lodówki kawałek pizzy, pewnie z wczorajszej kolacji ze znajomymi rodziców i ruszyłam ponownie w stronę pokoju, otwierając drzwi, zauważyłam, że wszystko się zmieniło, cały pokój. Zaczynając od koloru ścian, aż po lekkie dodatki na nowych meblach. Widziałam na ziemi kartony z imieniem "Hannah", czyli oni już mnie pożegnali, pomyślałam po czym moje oczy zmieniły się w jedno wielkie jezioro kropli. Otworzyłam pierwszy karton i zobaczyłam moje podręczniki, wtedy pierwsza i ostatnia łza poleciała mi po policzku czując słony jej smak w ustach. I wtedy dokładnie zrozumiałam, że moje całe emocje wyszły na wierzch i cała byłam roztrzęsiona. Dlaczego ona to zrobiła, co? Kilka pytań nasuwało mi się po kolei na myśli. Otwierając następne pudło, zobaczyłam, że tam są moje ubrania, telefon, laptop i rzeczy które były mi najbardziej potrzebne. Chwytając pobliską czarną torbę spakowałam rzeczy i zakmnełam drzwi od pokoju. Jedyne co miałam w ręku był telefon, którego próbowałam włączyć, gdy kierowałam się do drzwi wyjściowych.
- Tak po prostu odchodzisz- powiedział ojciec, kiedy on na prawdę czuł się kłębkiem nerwów.
- Tak, muszę ja tak po prostu muszę zrobić.- westchnęłam, sprowadzając na siebie kilka łez, ale w ostatniej chwili zatrzymałam je, aby kolejny raz spłonęły mi po policzku. Otworzyłam drzwi i jak już mówiłam wyszłam. Wsiadłam do samochodu, rzucając torbę na przednie siedzenie pasażera i odpaliłam silnik, przez chwilę jeszcze w lusterku widziałam ojca stojącego na werandzie przy domu. "To chyba ostatni jego widok" pomyślałam i przejechałam przez skrzyżowanie. Teraz tak na prawdę nie miałam gdzie pojechać, nie wiedział gdzie i jeszcze ten cholerny samochód nie dawał mi wytrwania. Po raz kolejny skręciłam na główną drogę, wyjeżdżając z centrum i kierując się w odwrotną stronę całego zgiełku melancholii i ludzi.
......
Uwaga czas na ogłoszenia parafialne, następny rozdział pokarze się już jutro, a nawet jeszcze dziś, bo mam totalną wenę, a po za tym rozdziały będą pojawiać się regularnie, co 3 lub 4 dni. W zajeżności od mojej nauki, bo teraz jak wiedzieć poprawy i te sprawy :P
To dziękuje, że czytacie :))
Jeśli już jesteś to zostaw komentarz Proszę
=================================================================
Nie mogłam opanować stresu zżerającego mnie od środka, cała wrzałam, a na mojej twarzy pojawił się okropny nerw. Z jednej strony ten dom był dla mnie oparciem, a z drugiej najgorszym miejscem niż ten okropny ośrodek. Wolałam zamknąć się w sobie. Spojrzawszy ostatni raz na moje blizny na nadgarstka, zdałam sobie sprawę, że muszę tam wejść. Otworzyłam drzwi od samochodu, wychodząc z niego i zamykając lekko, aby nie zrobić za dużo hałasu i nie wzbudzić zainteresowania sąsiadów. Ledwo co weszłam na podwórka, a po moim ramieniu przeszedł dreszcz.
Usłyszałam tylko mocny i głośny trzask, a po moich policzkach spływały powolnie łzy. Mój policzek stał się czerwony i przeszywał go ból, którego pierwszy raz poznałam.
- Ja nie chciałam, nie chciałam.- westchnęła moja matka, lekko się nade mną pochylając. Jednak lekko odeszłam do tyłu.- To ten tylko jeden raz.- westchnęła.
- Nie chcę cię znać.- krzyknęłam, gdy łzy rozmywały mi mój wieczorny makijaż.- Nie dotykaj mnie!- uznałam, że krzyk jest chyba najwłaściwszym wyjaśnieniem.- Nie jesteś moją matką!
- Wychowałam cię, teraz się tak odpłacasz. Jestem twoją matką, gówniarzu!- pierwszy raz zobaczyłam ją, aż tak bardzo zdenerwowaną.- Tniesz się, pijesz, ćpasz, nie tak cię z ojcem wychowaliśmy.- Poczułam, że to koniec.
Musiałam przełamać ten lód, wchodząc bliżej nacisnęłam dzwonka, bo czułam się tu nieswojo. Stałam kilka minut, czekając na odpowiedź.Czułam się teraz jak jedna nie potrzebna rzecz tu taj. Uświadomiłam sobie, że tak na prawdę muszę z tym skończyć. Jednak nikogo nie słyszałam, a przede wszystkim nie widziałam. Dotknęłam klamki i lekko nacisnęłam, bałam się wejścia tam, cholernie się bałam. Postawiłam pierwszy krok i poczułam muśnięcie ciepłem moich policzków. Było tu tak zawsze, pachniało ciasteczkami, a wygląd wcale się nie zmienił przez ten rok beze mnie. Krocząc w stronę salonu, zobaczyłam śpiącego tate. Zawsze miałam do niego pełne serce, przede wszystkim to ona zawsze dla mnie był autorytetem. Siadłam na fotelu na przeciw niemu i przez chwilę patrzyłam się z niedowierzaniem.Zamknęłam oczy.
- Zawsze będziesz moją małą córeczką i nigdy nią nie przestaniesz- przytulił mnie, całując w czoło.
- Dziękuje tato!- poczułam dla kogo mogę żyć.
- Hannah, co ty tu robisz ?- spytał tata, wyciągając mnie z transu. Nie mogłam przez chwilę odpowiedzieć, nie potrafiłam wszystkiego sobie poskładać w całość.- Halo, co się stało? Przecież ty....- przerwałam mu.
- Ja uciekłam- co raz bardziej drżały mi dłonie.- Nie mogłam tam dłużej wytrzymać i....- przez chwilę uległa cisza.- to był ośrodek dla jakiś wariatów i debili. Przyszłam tylko po rzeczy.- nie wiedziałam co dalej powiedzieć. Byłam zdenerwowana to mało powiedziane.
- Przecież ja nic, nie mówie, kochanie. Ale dlaczego uciekłaś?- zdecydowanie był bardzo uspokojony. Wiedział, że tam nie mogę być.
- Tam gdzie matka mnie posłała, zamykają, biją, gwałcą i wciąż się wyżywają, ja tak nie potrafię żyć.- pojedyncza łza zleciała mi policzku.
- Rozumiem. Dziecko, mogłaś jeszcze wytrzymać 6 miesięcy.- poklepał mnie po plecach.
- Nie, czekałam do wczoraj, wczoraj były moje urodziny przecież.- opracowywałam to jak im o tym opowiedzieć kilkanaście miesięcy. Ale już dziś tak na prawdę się z tym stoczyłam.
- Mama nie będzie z tego dumna.- westchnął tak głośno, że jego powietrze obiło mi się o policzki.
- Ona o niczym się nie dowie- prysknęłam. Czując, że nie tylko te słowa bolą mojego ojca, ale od środka zjadają też mnie i nie mogę z tym walczyć.- Mam 18 lat i nie macie żadnej władzy nade mną, więc nie możecie nic zrobić, przykro mi.- ostatnią część zdania na prawdę powiedziałam bardzo cicho, aby to tylko zachowane było dla mnie, w szczególność dla mnie.- To tylko tyle- powiedziałam przez zamknięte w cienkie usta. Stałam,a ojciec ani milimetra nie ruszył z kanapy.
"To chyba znaczy, że to rozumie" Głos z mojej głowie odezwał się i rozwalił moją psychikę na kilka kawałków.
Dynamicznie kierowałam się w stronę mojego starego pokoju, kiedy nagle poczułam, że mój brzuch momentalnie pęka, więc po ostatkach sił ruszyłam do kuchni biorąc z lodówki kawałek pizzy, pewnie z wczorajszej kolacji ze znajomymi rodziców i ruszyłam ponownie w stronę pokoju, otwierając drzwi, zauważyłam, że wszystko się zmieniło, cały pokój. Zaczynając od koloru ścian, aż po lekkie dodatki na nowych meblach. Widziałam na ziemi kartony z imieniem "Hannah", czyli oni już mnie pożegnali, pomyślałam po czym moje oczy zmieniły się w jedno wielkie jezioro kropli. Otworzyłam pierwszy karton i zobaczyłam moje podręczniki, wtedy pierwsza i ostatnia łza poleciała mi po policzku czując słony jej smak w ustach. I wtedy dokładnie zrozumiałam, że moje całe emocje wyszły na wierzch i cała byłam roztrzęsiona. Dlaczego ona to zrobiła, co? Kilka pytań nasuwało mi się po kolei na myśli. Otwierając następne pudło, zobaczyłam, że tam są moje ubrania, telefon, laptop i rzeczy które były mi najbardziej potrzebne. Chwytając pobliską czarną torbę spakowałam rzeczy i zakmnełam drzwi od pokoju. Jedyne co miałam w ręku był telefon, którego próbowałam włączyć, gdy kierowałam się do drzwi wyjściowych.
- Tak po prostu odchodzisz- powiedział ojciec, kiedy on na prawdę czuł się kłębkiem nerwów.
- Tak, muszę ja tak po prostu muszę zrobić.- westchnęłam, sprowadzając na siebie kilka łez, ale w ostatniej chwili zatrzymałam je, aby kolejny raz spłonęły mi po policzku. Otworzyłam drzwi i jak już mówiłam wyszłam. Wsiadłam do samochodu, rzucając torbę na przednie siedzenie pasażera i odpaliłam silnik, przez chwilę jeszcze w lusterku widziałam ojca stojącego na werandzie przy domu. "To chyba ostatni jego widok" pomyślałam i przejechałam przez skrzyżowanie. Teraz tak na prawdę nie miałam gdzie pojechać, nie wiedział gdzie i jeszcze ten cholerny samochód nie dawał mi wytrwania. Po raz kolejny skręciłam na główną drogę, wyjeżdżając z centrum i kierując się w odwrotną stronę całego zgiełku melancholii i ludzi.
......
Uwaga czas na ogłoszenia parafialne, następny rozdział pokarze się już jutro, a nawet jeszcze dziś, bo mam totalną wenę, a po za tym rozdziały będą pojawiać się regularnie, co 3 lub 4 dni. W zajeżności od mojej nauki, bo teraz jak wiedzieć poprawy i te sprawy :P
To dziękuje, że czytacie :))
Jeśli już jesteś to zostaw komentarz Proszę
czwartek, 2 maja 2013
Rozdział 1*
NA SAMYM POCZĄTKU WSPOMINAM, ŻE NIE WPROWADZAM NA POCZĄTKU BOHATERÓW, BO NAMI BĘDĄ SIEBIE OPISYWAĆ :)
MAM PROŚBĘ DO OLI FAJNEJ, CZYM MOGŁABYŚ MNIE POLECIĆ U SIEBIE NA BLOGU ? :)
___________________________________________________________
___________________________________________________________
Pocierając oczy, powoli wstałam z niewygodnego łóżka w opuszczonej chatce. W brzuchu co raz bardziej przemieszczało mi się i nie mogłam, ani trochę myśleć o sprawach. Postanowiłam, że nie daleko, czyli tu w tym domku mogli mnie znaleźć, bo przecież ten dramatyczny ośrodek był tuż nie daleko. Udałam się na dół, skrzypiące schody wgrywały się w melodię mojego bólu brzucha. Wiedziałam, że dłużej nie wytrzymam i najbardziej trafnym rozwiązaniem będzie wrócić do domu, a to było daleko z stąd. Wyszłam z domu, chlapiąc drzwiami, nie przejmowałam się tym, a następnie skierowałam się na jezdnie, próbując zatrzymać chodź jednego kierowce. Dłuższy czas nie udawało się, chodź pewnie nie przez to, że jestem niby brzydka tylko wyglądam jak siedem nieszczęść.
W moją stronę nadjeżdżał czerwony range rover, spowalniając tempo samochodu po kilku sekundach zatrzymał się przy mnie.
- Ty za ile godzina?- uśmiechnął się chłopak o brązowych oczach.
- Co przepraszam bardzo?- stanęłam i przez chwilę miałam ochotę wpaść w drogę.
- No przecież, nie za darmo.- chłopak łobuzersko się zaśmiał i chyba miał nadzieję, w jakiś sposób mu odpowiem. Lecz po chwili z piskiem opon odjechał. Zostawiając mnie całą wbitą.
Następne samochody, ani na chwile nie zatrzymały się, lecz raczej trąbiły. Doszłam już kilka kilometrów, gdzie przed moimi oczami ukazał się te same czerwone auto. Podeszłam bliżej, orjętując się czy obok mnie nikogo niema. Kątem oka zobaczyłam kluczyki w stacyjce. Nie zastanawiając się, weszłam bardzo chicho do samochodu, odpalając silnik i ruszyłam z piskiem.
- Stój!!!- z daleka krzyczał brązowooki chłopak. Musiałam dotrzeć do domu, więc kluczowo trzymałam się drogi, pamiętałam ją całą.
Nie przejmowałam się, że wzięłam czyjś samochód, chodź oczywiście to był straszny grzech.Ale przecież oddam...
Dojeżdżałam na miejsce, serce biło mi sto razy szybciej i pociły mi się ręce.
*****
Krótki, bo na razie takie będą i nie liczie na dłuższe do 18 maja, bo nauka. -,-
Co stanie się z dziewczyną, jakie konsekfencje poniesie ? :)
Czytaj dalej :P
MAM PROŚBĘ DO OLI FAJNEJ, CZYM MOGŁABYŚ MNIE POLECIĆ U SIEBIE NA BLOGU ? :)
___________________________________________________________
___________________________________________________________
Pocierając oczy, powoli wstałam z niewygodnego łóżka w opuszczonej chatce. W brzuchu co raz bardziej przemieszczało mi się i nie mogłam, ani trochę myśleć o sprawach. Postanowiłam, że nie daleko, czyli tu w tym domku mogli mnie znaleźć, bo przecież ten dramatyczny ośrodek był tuż nie daleko. Udałam się na dół, skrzypiące schody wgrywały się w melodię mojego bólu brzucha. Wiedziałam, że dłużej nie wytrzymam i najbardziej trafnym rozwiązaniem będzie wrócić do domu, a to było daleko z stąd. Wyszłam z domu, chlapiąc drzwiami, nie przejmowałam się tym, a następnie skierowałam się na jezdnie, próbując zatrzymać chodź jednego kierowce. Dłuższy czas nie udawało się, chodź pewnie nie przez to, że jestem niby brzydka tylko wyglądam jak siedem nieszczęść.
W moją stronę nadjeżdżał czerwony range rover, spowalniając tempo samochodu po kilku sekundach zatrzymał się przy mnie.
- Ty za ile godzina?- uśmiechnął się chłopak o brązowych oczach.
- Co przepraszam bardzo?- stanęłam i przez chwilę miałam ochotę wpaść w drogę.
- No przecież, nie za darmo.- chłopak łobuzersko się zaśmiał i chyba miał nadzieję, w jakiś sposób mu odpowiem. Lecz po chwili z piskiem opon odjechał. Zostawiając mnie całą wbitą.
Następne samochody, ani na chwile nie zatrzymały się, lecz raczej trąbiły. Doszłam już kilka kilometrów, gdzie przed moimi oczami ukazał się te same czerwone auto. Podeszłam bliżej, orjętując się czy obok mnie nikogo niema. Kątem oka zobaczyłam kluczyki w stacyjce. Nie zastanawiając się, weszłam bardzo chicho do samochodu, odpalając silnik i ruszyłam z piskiem.
- Stój!!!- z daleka krzyczał brązowooki chłopak. Musiałam dotrzeć do domu, więc kluczowo trzymałam się drogi, pamiętałam ją całą.
Nie przejmowałam się, że wzięłam czyjś samochód, chodź oczywiście to był straszny grzech.Ale przecież oddam...
Dojeżdżałam na miejsce, serce biło mi sto razy szybciej i pociły mi się ręce.
*****
Krótki, bo na razie takie będą i nie liczie na dłuższe do 18 maja, bo nauka. -,-
Co stanie się z dziewczyną, jakie konsekfencje poniesie ? :)
Czytaj dalej :P
sobota, 13 kwietnia 2013
PROLOG 1 *
PROLOG 1 *
Biegłam i biegłam, chodź co raz szybciej wydawało mi się, że już nie ucieknę i będę musiała znów wrócić w te okropne, melancholijne miejsce. Zdawało mi się wtedy, że nie miałam lepszego pomysłu. Tylko ja zostałam, wszystkie wróciły. Wbiegłam do lasu oddalonego o 5km od tej męki. Co raz szybciej traciłam oddech i siłę, musiałam stanąć. Nie mogłam zatrzymać się tutaj na noc, bo wszyscy w tej okolicy szukaliby mnie i skończyło by się to fatalnie. Więc biegłam dalej. W końcu dostałam się do drogi, która prowadziła do miasta. Postanowiłam,że udam się nią, ale bardzo ostrożnie, przecież nawet mały samochód mógłby mnie zauważyć i mieli by na mnie trop. Miałam nawet dobrą kondycję, pomimo tego, że jestem chudziutką dziewczyną.
(****)
Zatrzymałam się w końcu w małym miasteczku. Zauważyłam opuszczony dom, pomimo strachu weszłam, rozglądając się dookoła. Wydawało mi się, że będzie źle, ale widać, było, że rodzina mieszkająca tutaj wcześniej była sprzątająca. Dom był nowszy, chodź nie widać było tego po nie których zakamarkach.
Weszłam po schodach na górę,otwierając drzwi do sypialni, bodajże. Łóżko miało materac, więc nie było tak źle. Ułożyłam się do snu i cała zmęczona od razu usnęłam.
...................................................
- Zostaw mnie, zostaw. Ją weź, ją! - prosiłam.
- Jesteś ladaczniczą, a co najbardziej nie masz za grosz kultury do własnej matki.- walnęła mnie z całej siły. - zostaw ten nóż. Zostaw go1
Hej. Mam nadzieję, że się spodobał prolog :)
Następny rozdział już jutro!
Biegłam i biegłam, chodź co raz szybciej wydawało mi się, że już nie ucieknę i będę musiała znów wrócić w te okropne, melancholijne miejsce. Zdawało mi się wtedy, że nie miałam lepszego pomysłu. Tylko ja zostałam, wszystkie wróciły. Wbiegłam do lasu oddalonego o 5km od tej męki. Co raz szybciej traciłam oddech i siłę, musiałam stanąć. Nie mogłam zatrzymać się tutaj na noc, bo wszyscy w tej okolicy szukaliby mnie i skończyło by się to fatalnie. Więc biegłam dalej. W końcu dostałam się do drogi, która prowadziła do miasta. Postanowiłam,że udam się nią, ale bardzo ostrożnie, przecież nawet mały samochód mógłby mnie zauważyć i mieli by na mnie trop. Miałam nawet dobrą kondycję, pomimo tego, że jestem chudziutką dziewczyną.
(****)
Zatrzymałam się w końcu w małym miasteczku. Zauważyłam opuszczony dom, pomimo strachu weszłam, rozglądając się dookoła. Wydawało mi się, że będzie źle, ale widać, było, że rodzina mieszkająca tutaj wcześniej była sprzątająca. Dom był nowszy, chodź nie widać było tego po nie których zakamarkach.
Weszłam po schodach na górę,otwierając drzwi do sypialni, bodajże. Łóżko miało materac, więc nie było tak źle. Ułożyłam się do snu i cała zmęczona od razu usnęłam.
...................................................
- Zostaw mnie, zostaw. Ją weź, ją! - prosiłam.
- Jesteś ladaczniczą, a co najbardziej nie masz za grosz kultury do własnej matki.- walnęła mnie z całej siły. - zostaw ten nóż. Zostaw go1
Hej. Mam nadzieję, że się spodobał prolog :)
Następny rozdział już jutro!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)