Chuda blondynka, wciąż kszątała się po bordowych aucie, aż w końcu wysiadła obciągając swoją kusą sukienkę, którą ubrała. " Musiała się lekko zabawić, aby zapomnieć". Przyszła do tego samego klubu, co zawsze ze znajomymi. Już nie musiała kupować biletu, bo zawsze miała wstęp gratis. Lekko popchnęła czarne blachowane drzwi, widać, że sprawiało to jej dużo problemu, więc z całej siły je pchnęła. W jej uszach wpadła znajoma muzyka, którą zawsze stąd puszczali.
Hannah
Miałam totalny mętlik w głowę, czy na pewno powinnam dziś być w tym klubie i pokazywać się innym na oczy. Jednak coś w głowie mówiło mi, żeby przyszła tu i próbowała odciągnąć się od rzeczywistości. Kierując się do baru, przepychałam się między ludźmi, którzy, albo tańczyli lub uprawiali stosunek. Jednak jak zawsze nie patrzyłam im w twarze. Zauważyłam, że nic się nie zmieniło, wciąż było tu jak w starej kamienicy, tylko z kolorowymi światłami i nowoczesnymi akcesoriami. Usiadłam na wysokim, czarnym barowym stołku. I teraz zapadła ta dziwna cisza w głowie o pytaniu " Zamówić coś?" Przecież po to był ten gówniany ośrodek miał mnie nauczyć nie pić, nie palić, nie tnąć się i pamiętać, aby o siebie dbała, a tak na prawdę wszystko było odwrotnie. Starałam się, aby wszystkie emocje nie wyszły na wierzch. Dam sobie radę, powtarzałam.
- Coś podać?- usłyszałam męski głos z naprzeciwka baru. Przez chwilę starałam się powiedzieć, że nic jednak, nie mogłam, to taki nałóg.
- kieliszek szkockiej.- powiedziała i uśmiechnęłam się do barmana, którego twarz wydawała mi się znajoma, może to któryś z tych chłopaków, który mnie odwoził do domu lub spędzałam u niego noc. Sama nie wiedziałam. Z transu wyciągnął mnie barman podający kieliszek z gorzką cieczą. Wypiłam cały, czując w gardle palące wrażenie, gorzkie i nie przyjemne. " Cieszę się, że znów mam to w ustach" powiedziałam sama do siebie próbując uśmiechnąć się do siebie. Prosiłam o jeszcze kilka kieliszków, wciąż czułam ten rażący posmak wódki, ale nie przejmowałam się. Po kilku minutach poczułam, że ciecz wdarła mi się do mózgu i zaczęła wątpliwie przekazywać mi odmowne impulsy, czego chciałam zrobić. Wstałam chwiejnym krokiem i czułam tysiące spojrzeń napalonych mężczyzn. Weszłam w śród tańczących ludzi. Zamykając oczy, lekko zaczęłam kiwać się w rytm muzyki, pochylać i radośnie uśmiechać. Otworzyłam oczy, uświadamiając sobie, że na pewno się upiłam. Nie kończąc tańczyć, spojrzałam na brązowookiego chłopaka, stojącego przy barze, opierającego się łokciami. Jego oczy były skierowane na mnie. Miał na sobie wąskie jeansy, biały podkoszulek i kurtkę skórzaną. Zauważyłam, że gdy tylko nasze oczy styknęły się ze sobą, zaczął podchodzić dumnym, męskim krokiem, jakby kroczył do danego celu, punktu.
- Cześć, skarbie....- westchnął mi do ucha, jego oddech odbił się, powodując u mnie zaróżowiałe policzki. Stanął za mną lekko kołysząc się w ten sam rytm co moje biodra.
=============================================
To będzie część 1. Bo idę na wesele i mama się sapie, że się jeszcze nie wykąpałam. Tak to jest Justin :P:PJustin Bieber
Podawajcie nazwy swoim twitterów. :) Będę wam mówiła kiedy następny rozdział :P
Rozdział 3 część 2.
Na początku małe ogłoszenie. Dziękuje za miłe słowa, jakie piszecie i na priv to też dużo daje i pokazujcie swoim koleżanką, kolegą, wszystkim to opowiadanie :) Będę wdzięczna.
****
Odwróciłam się z zamiarem walnięcia go, ale coś w duszy podpowiadało mi, żeby tego nie robiła. Dotykając mnie czułam stanowczą, a za razem delikatną dłoń, sunącą mi się po biodrach. Byłam zagmatfana, czułam ciepło uderzające o moją szyję i piękny zapach męskich drogich perfum. Wydawało mi się, że tą twarz gdzieś widziałam. Zerkając co chwilę za jego wyraz twarzy, zdałam sobie sprawę, że to był chłopak, któremu zagrałam auto spod stacji benzyny. Lecz jednak chłopak był za bardzo zajęty moją figurą, niż tym, że jestem winna kradzierzy jego rzeczy.
- Jak masz na imię?- zapytała, podtrzymując mój podbródek, pierwszy raz patrząc mi się prosto w oczy, musiał widzieć coś niepokojącego.
- H-Hannah- odpowiedziała, aż zająkałam ze strachu.
- Ja Justin Bieber- powiedział z taką dumą, że nie który ludzie popatrzyli się na nas, jak na osoby, które nie wiedzą co robią. Tym bardziej, że to nazwisko już znałam, tym bardziej rozwierał mnie strach przed nim.
- Muszę pójść do łazienki.- wiem, że nie musiałam tak nagle wypalić, ale to był jeden pomysł ucieczki przed nim. Dotychczas przez strach zapomniałam, że jestem już wstawiona. A mój organizm zaczął funkcjonować jak przestraszona mysz.
Wyrwałam się z jego uścisku i wbiegłam do łazienki, zamykając się w kabinie. Siadłam na klapce od sedesu i podciągnęłam kolana do głowy. Czując niesforne mrowienie z brzuchu. A gdy zobaczył, że to ja ukradłam mu samochód. Pewnie nie pamięta już mnie. Na chwilę moje uszy usłyszały kroki, osoby idącej przez toaletę, czułam, że może być Justin. Może już wie! Podświadomie wiedziałam i mówiłam po cichu szeptem. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
Puk!.... Puk!... Nie ustawało, wiedziałam, że już się nie wyrwę z stąd.
- Jest tam kto?- usłyszałam cichutki głos, jakby dziewczęcy. Po jednej sekundzie moje ciało przestało drzeć i mój umysł w reszcie doszedł do normalnej formy.
- Zajęte.- powiedziałam, bo nie czułam już strachu. Otwierając zamek, otworzyłam drzwi i ujrzałam małą dziewczynkę, miała około 16 lat i była ubrana jak dziwka, tak dziwka.
- Co się stało?- zapytałam nie czując nic przeciwko, widziałam, że miała posiniaczoną twarz i ręce we krwi.
- Nic- zadrżała głosem. Lekko odkręcając kran z lecącą wodą.
- Kto ci to zrobił?- zapytałam ponownie.
- To On, ja już nie wytrzymam.- krzyknęłam przez łzy, przytulając się we mnie.
- Kim jest on?- zapytałam, teraz dopiero czułam się niezręcznie.
- Nie uciekniesz mi mała dziwko!- usłyszałam za plecami, co spowodowało u mnie dreszcze.
- On - krzyknęła, na co zaczęła się trzęść. Zobaczyłam do tyłu i zobaczyłam postać Justina z pistoletem w dłoni.
- Odsuń się od niej!- krzyknął, ze złowieszczył wyrazem twarzy i jak powiedział tak zrobiłam.
Cholernie się bała. Podszedł do filigramowej dziewczyny, łapiąc za nadgarstek i prowadząc do kabiny. Słyszałam krzyki.
- Zostaw mnie!
- Zostaw mnie!- krzyczała. Na co on wybuchł śmiechem.
- Wiesz co zrobiłaś?- krzyknął, zaznaczając "co"
Nastała cisza. A wreszcie strzał z pistoletu. Chłopak dynamicznie wyszedł z kabiny, z zakrwawioną koszulką, a w rękach miał pistolet. Złapał mnie za nadgarstek, wywołując u mnie odruchy wymiotne. Zdjął koszulkę i podpalił ją jednym ruchem. Miałam nadzieję, że mnie puści, ale jednak tego nie zrobił. Chodź chciałam się wymknąć on zaciskał uścik, przez co moja rękę stała się nabrzmiała i czerwona. Prowadził przez całą salę, a później wyszedł na zewnątrz, prowadząc mnie w ciemną ulicę. Miałam wrażenie, że to tylko zły sen, tylko zły sen, tylko! Ale jednak przecierając oczy zdałam sobie sprawę, że jestem w cholernych kłopotach. Wepchnął mnie to samochodu oraz sam wsiadł od strony kierowcy.
- Gdzie mnie zabierasz?- spytałam.
- Zamknij morde!- odezwał się. I już wiedziałam, że wpakowałam się w kolejne gówno.
Ogłoszenia.
Dziękuje za to, że są wejścia. Tak jestem Belieber.(odpowiadam na pytanie, które zostało mi wysłane)
awww pisz pisz w miarę szybko , bo ja zaczynam się uzależniać, ale od twojego bloga!:D
OdpowiedzUsuń