czwartek, 13 czerwca 2013

Przeprosiny.

Hej dziewczyny oraz chłopcy!

Ostatnio jak już wiecie jest dużo popraw, a ja próbuje mieć średnią na czerwony pasek, więc to jest trudne <płacz>. Wiem, że nie ma nowych rozdziałów, ale obwiniajcie mnie, bo po prostu trudno mi się uczyć, jeśli jest tak ciepło, więc to zajmuje mi dwa razy więcej czasu. Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie źli i mi to wybaczycie. A i polecajcie blog znajomym! 

Pozdrawiam W.! ♥

czwartek, 6 czerwca 2013

Rozdział 4*

NA SAM POCZĄTEK

Ja cieszę się, że wchodzicie, ale polecacie dalej blog, czy to beliber czy ktoś inny :)

Siedziałam cicho oraz nieruchomo. Starałam się zachować pozory, aby on tego nie spostrzegł. W pewnym sensie bałam się jego, a z drugiej byłam pewna, że nie jest tym za kogo się uważa, miał delikatne, duże dłonie. Przetarłam oczy ze zmęczenia, bo jechaliśmy już kilkanaście minut, a on wcale nie stawał, wobec tego patrzył prosto przed siebie. Kszątając się, obruciłam się do okna i dostrzegłam krople deszczu range rovera Biebera. Wreście przyjemnie i wygodnie usadowiłam się na skórzanym siedzeniu. 


- Co tak się kręcisz?- spytał z łobuzerskim uśmiechem, patrząc się w moją stronę. Jego brązowe źrenice wydały się wąskie, chodź za razem bardzo seksowene.

- Bo masz nie wygodny samochód?- odpowiedziałam z odrobioną nuty złości w głosie. Miałam także dodać " jak i poprzedni ", ale obojętnie w sumie musiałam się powstrzymać.

- Mój samochód niee wygodny? Nie wieże. On jest moją pięknością- chyba próbował przełamać lody pomiędzy nas, ale nie zbyt mnie to bawiło.

- I mam nadzieję, że jesteście ze sobą szczęśliwi, bo taki bipolarny dupek zgadza się tylko z jakimś autem, którego uważa za swoją kochaną dziewczynę- prychnęłam, bo uważałam, że taka prawda.

- Jak mnie nazwałaś? Co?- zapytał złowieszczono, sciskając okrągłą kierownicę.

- Jak? Czy ty jesteś głupi czy ty tylko udajesz ?- myślałam, że on jest najgorszą rzeczą, jaka przydarzyła mi się w życiu. Byłam tylko z nim nie całą godzinę, a miałam już go dosyć.- Nazwałam cię dupkiem!- wydarłam się na cały samochód, chciałam wykrzyczeć to na całą okolicę. 

- A ty suką, która nic nie szanuje, gdyby nie był człowiekiem mądrym, to już byś nie żyła. Byłabyś martwa.- popatrzył na mnie rządzą władzy, jakby teraz już chciał to zrobić.

- Ohh- westchnęłam- To nie ja przed chwilą kogoś zabiłam, a zwłaszcza bezbronną dziewczynę- uśmiechnęłam się, gdy już uświadomiłam sobie, że wygrałam nasz dialog.

- Teraz będziesz mi to wypominać?- utworzył linię prostą z ust.

- A jak niby tego nie robić, jesteś mordercą.- dałam mu totalny, wyraźny znak, że było to świństwo.

- Należało jej się. A po za tym nie jest to twoja sprawa- ofensywnie zerkał na drogę, a co chwilę na mnie. Jestem, że gdyby spojrzenie zabijało byłabym martwa. Wiedziałam, że nie  mogę pokazać żadnych emocji i uczuć na zewnątrz- Zamknij się!- zakrzyknął prosto w moje ucho. Zdegustowany wyciągnął z tylniej kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego.


Cicho uświadomiłam sobie, że to on już mówi na serio. Usadowiłam się na siedzeniu, przyciągając kolana do siebie. Zaczęłam zastanawiać się co powiedzieć, ale akurat podjechaliśmy pod czarną, wielką bramę. O Justin po chwili wystukał kod i brama otworzyłam się szeroko, otwierając drogę oświetloną wysokimi lampionami. A na wprost stał wielki, ogromny i piękny dom, przypominający mały dworek. Miał dwa piętra , był biały i wyglądał oszałamiająco, jak sześciogwiazdkowy hotel. Wzrokiem pożerałam każdy centymetr widoku. Aż mój wzrok utkwił na białą altankę, oświetloną świecami. W środku siedziały dwie osoby, które przytulały się, oczywiście była to kobieta i mężczyzna. Za pewnie była to randka, taka wymarzona, którą oczekiwałam też ja. Wiem, że to nie był moment na marzenia, ale musiałam. Z rozmyślania wyrwał mnie Justin, który stał na zewnątrz, pokazują ręką, aby wysiadła. Nawet nie zauważyłam jak zatrzymał się i sam wysiadł z range rovera. Otwierając drzwi auta, wysiadłam i lekko zamknęłam je, aby nie sprawić złowieszczego wyrazu twarzy chłopaka. Już po kilku setnych sekundach byłam przy nim, dotrzymując mu tempa. Podniosłam nogę, aby wejść na pierwszy schodek, gdy Justin otwarzył drzwi i wpędził mnie do środka. Wystrój domu, był ogromnym przeciwieństwem zewnętrznego wyglądu. Dominowały ty kolory ciemnego brązu, czerwieni i beżu.  Klimat tego miejsca był ciepły, a za razem twardy. Musieli mieszkać tu sami faceci. Sam zapach nawet o tym przypominał, do mojego nosa doszły zapachy perfum escape, które spowodowały lekkie mrowienie w nosie. Bieber pokazał mi na drewniane schody, miał na myśli, abym tam weszła i tak zrobiłam. Tu już na górze, był długi korytarz z drewnianymi drzwiami na prawo i lewo. Popchnął mnie od tyłu i już w drugich drzwiach zaprosił mnie, abym weszła.

-I po co mnie tu wziąłeś?- spytałam nie ruszając się bliżej. Pokój był fioletowy i bardzo duży. Miał duże łóżko, wielkie okna i za firanki widać było wielkie taras. W pokoju były następne drzwi do łazienki, wielkiej brązowej, eleganckiej łazienki. - I nie mów, że teraz wychodzisz?- zobaczyłam gdy zaczął iść w stronę wyjścia.

- Tak i co z tego?- zapytał przewracając oczyma, to było strasznie denerwujące i rozpraszające.

- Gdzie ja mam spać?- spytałam, bo na serio miał tego dosyć. Jak mnie traktuje jak powietrze.

- Na podłodze- prysknął. Uśmiechnął się i wyszedł.




******


Helllolloooo Już rozdział 4 !

Twitter podajcie, a i jeśli ktoś ma pomysł na rozdział może do mnie napisać.

Nr. 7851429  :) GG.

ALBO NA PRIV GOOGLE :)

sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 3*

Narrator

Chuda blondynka, wciąż kszątała się po bordowych aucie, aż w końcu wysiadła obciągając swoją kusą sukienkę, którą ubrała. " Musiała się lekko zabawić, aby zapomnieć". Przyszła do tego samego klubu, co zawsze ze znajomymi. Już nie musiała kupować biletu, bo zawsze miała wstęp gratis. Lekko popchnęła czarne blachowane drzwi, widać, że sprawiało to jej dużo problemu, więc z całej siły je pchnęła. W jej uszach wpadła znajoma muzyka, którą zawsze stąd puszczali. 

Hannah

Miałam totalny mętlik w głowę, czy na pewno powinnam dziś być w tym klubie i pokazywać się innym na oczy. Jednak coś w głowie mówiło mi, żeby przyszła tu i próbowała odciągnąć się od rzeczywistości. Kierując się do baru, przepychałam się między ludźmi, którzy, albo tańczyli lub uprawiali stosunek. Jednak jak zawsze nie patrzyłam im w twarze. Zauważyłam, że nic się nie zmieniło, wciąż było tu jak w starej kamienicy, tylko z kolorowymi światłami i nowoczesnymi akcesoriami. Usiadłam na wysokim, czarnym barowym stołku. I teraz zapadła ta dziwna cisza w głowie o pytaniu " Zamówić coś?" Przecież po to był ten gówniany ośrodek miał mnie nauczyć nie pić, nie palić, nie tnąć się i pamiętać, aby o siebie dbała, a tak na prawdę wszystko było odwrotnie. Starałam się, aby wszystkie emocje nie wyszły na wierzch. Dam sobie radę, powtarzałam. 
- Coś podać?- usłyszałam męski głos z naprzeciwka baru. Przez chwilę starałam się powiedzieć, że nic jednak, nie mogłam, to taki nałóg.
- kieliszek szkockiej.- powiedziała i uśmiechnęłam się do barmana, którego twarz wydawała mi się znajoma, może to któryś z tych chłopaków, który mnie odwoził do domu lub spędzałam u niego noc. Sama nie wiedziałam. Z transu wyciągnął mnie barman podający kieliszek z gorzką cieczą. Wypiłam cały, czując w gardle palące wrażenie, gorzkie i nie przyjemne. " Cieszę się, że znów mam to w ustach" powiedziałam sama do siebie próbując uśmiechnąć się do siebie. Prosiłam o jeszcze kilka kieliszków, wciąż czułam ten rażący posmak wódki, ale nie przejmowałam się. Po kilku minutach poczułam, że ciecz wdarła mi się do mózgu i zaczęła wątpliwie przekazywać mi odmowne impulsy, czego chciałam zrobić. Wstałam chwiejnym krokiem i czułam tysiące spojrzeń napalonych mężczyzn. Weszłam w śród tańczących ludzi. Zamykając oczy, lekko zaczęłam kiwać się w rytm muzyki, pochylać i radośnie uśmiechać. Otworzyłam oczy, uświadamiając sobie, że na pewno się upiłam. Nie kończąc tańczyć, spojrzałam na brązowookiego chłopaka, stojącego przy barze, opierającego się łokciami. Jego oczy były skierowane na mnie. Miał na sobie wąskie jeansy, biały podkoszulek i kurtkę skórzaną. Zauważyłam, że gdy tylko nasze oczy styknęły się ze sobą, zaczął podchodzić dumnym, męskim krokiem, jakby kroczył do danego celu, punktu. 
- Cześć, skarbie....- westchnął mi do ucha,  jego oddech odbił się, powodując u mnie zaróżowiałe policzki. Stanął za mną lekko kołysząc się w ten sam rytm co moje biodra.



=============================================


To będzie część 1. Bo idę na wesele i mama się sapie, że się jeszcze nie wykąpałam. Tak to jest Justin :P:PJustin Bieber

Podawajcie nazwy swoim twitterów. :) Będę wam mówiła kiedy następny rozdział :P


Rozdział 3 część 2.
Na początku małe ogłoszenie. Dziękuje za miłe słowa, jakie piszecie i na priv to też dużo daje i pokazujcie swoim koleżanką, kolegą, wszystkim to opowiadanie :) Będę wdzięczna.

****

Odwróciłam się z zamiarem walnięcia go, ale coś w duszy podpowiadało mi, żeby tego nie robiła. Dotykając mnie czułam stanowczą, a za razem delikatną dłoń, sunącą mi się po biodrach. Byłam zagmatfana, czułam ciepło uderzające o moją szyję i piękny zapach męskich drogich perfum. Wydawało mi się, że tą twarz gdzieś widziałam. Zerkając co chwilę za jego wyraz twarzy, zdałam sobie sprawę, że to był chłopak, któremu zagrałam auto spod stacji benzyny. Lecz jednak chłopak był za bardzo zajęty moją figurą, niż tym, że jestem winna kradzierzy jego rzeczy.


- Jak masz na imię?- zapytała, podtrzymując mój podbródek, pierwszy raz patrząc mi się prosto w oczy, musiał widzieć coś niepokojącego.


- H-Hannah- odpowiedziała, aż zająkałam ze strachu.


- Ja Justin Bieber- powiedział z taką dumą, że nie który ludzie popatrzyli się na nas, jak na osoby, które nie wiedzą co robią. Tym bardziej, że to nazwisko już znałam, tym bardziej rozwierał mnie strach przed nim. 

- Muszę pójść do łazienki.- wiem, że nie musiałam tak nagle wypalić, ale to był jeden pomysł ucieczki przed nim. Dotychczas przez strach zapomniałam, że jestem już wstawiona. A mój organizm zaczął funkcjonować jak przestraszona mysz. 


Wyrwałam się z jego uścisku i wbiegłam do łazienki, zamykając się w kabinie. Siadłam na klapce od sedesu i podciągnęłam kolana do głowy. Czując niesforne mrowienie z brzuchu. A gdy zobaczył, że to ja ukradłam mu samochód. Pewnie nie pamięta już mnie. Na chwilę moje uszy usłyszały kroki, osoby idącej przez toaletę, czułam, że może być Justin. Może już wie! Podświadomie wiedziałam i mówiłam po cichu szeptem. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
Puk!.... Puk!... Nie ustawało, wiedziałam, że już się nie wyrwę z stąd.

- Jest tam kto?- usłyszałam cichutki głos, jakby dziewczęcy. Po jednej sekundzie moje ciało przestało drzeć i mój umysł w reszcie doszedł do normalnej formy. 

- Zajęte.- powiedziałam, bo nie czułam już strachu. Otwierając zamek, otworzyłam drzwi i ujrzałam małą dziewczynkę, miała około 16 lat i była ubrana jak dziwka, tak dziwka. 


- Co się stało?- zapytałam nie czując nic przeciwko, widziałam, że miała posiniaczoną twarz i ręce we krwi.


- Nic- zadrżała głosem. Lekko odkręcając kran z lecącą wodą.


- Kto ci to zrobił?- zapytałam ponownie.


- To On, ja już nie wytrzymam.- krzyknęłam przez łzy, przytulając się we mnie.


- Kim jest on?- zapytałam, teraz dopiero czułam się niezręcznie.


- Nie uciekniesz mi mała dziwko!- usłyszałam za plecami, co spowodowało u mnie dreszcze.


- On - krzyknęła, na co zaczęła się trzęść. Zobaczyłam do tyłu i zobaczyłam postać Justina z pistoletem w dłoni.


- Odsuń się od niej!- krzyknął, ze złowieszczył wyrazem twarzy i jak powiedział tak zrobiłam. 

Cholernie się bała. Podszedł do filigramowej dziewczyny, łapiąc za nadgarstek i prowadząc do kabiny. Słyszałam krzyki.


- Zostaw mnie!


- Zostaw mnie!- krzyczała.  Na co on wybuchł śmiechem.


- Wiesz co zrobiłaś?- krzyknął, zaznaczając "co" 



Nastała cisza. A wreszcie strzał z pistoletu. Chłopak dynamicznie wyszedł z kabiny, z zakrwawioną koszulką, a w rękach miał pistolet. Złapał mnie za nadgarstek, wywołując u mnie odruchy wymiotne. Zdjął koszulkę i podpalił ją jednym ruchem. Miałam nadzieję, że mnie puści, ale jednak tego nie zrobił. Chodź chciałam się wymknąć on zaciskał uścik, przez co moja rękę stała się nabrzmiała i czerwona. Prowadził przez całą salę, a później wyszedł na zewnątrz, prowadząc mnie w ciemną ulicę. Miałam wrażenie, że to tylko zły sen, tylko zły sen, tylko! Ale jednak przecierając oczy zdałam sobie sprawę, że jestem w cholernych kłopotach. Wepchnął mnie to samochodu oraz sam wsiadł od strony kierowcy.


- Gdzie mnie zabierasz?- spytałam.


- Zamknij morde!- odezwał się. I już wiedziałam, że wpakowałam się w kolejne gówno.



Ogłoszenia.


Dziękuje za to, że są wejścia. Tak jestem Belieber.(odpowiadam na pytanie, które zostało mi wysłane)