piątek, 31 maja 2013

Rozdział 2*

NA POCZĄTKU JAK ZAWSZE, JEŚLI CHCE KTOŚ BYĆ INFORMOWANY TO NIECH NAPISZĘ SWOJĄ NAZWĘ KONTA NA TWITTERZE :P

=================================================================


Nie mogłam opanować stresu zżerającego mnie od środka, cała wrzałam, a na mojej twarzy pojawił się okropny nerw. Z jednej strony ten dom był dla mnie oparciem, a z drugiej najgorszym miejscem niż ten okropny ośrodek. Wolałam zamknąć się w sobie. Spojrzawszy ostatni raz na moje blizny na nadgarstka, zdałam sobie sprawę, że muszę tam wejść. Otworzyłam drzwi od samochodu, wychodząc z niego i zamykając lekko, aby nie zrobić za dużo hałasu i nie wzbudzić zainteresowania sąsiadów. Ledwo co weszłam na podwórka, a po moim ramieniu przeszedł dreszcz.

Usłyszałam tylko mocny i głośny trzask, a po moich policzkach spływały powolnie łzy. Mój policzek stał się czerwony i przeszywał go ból, którego pierwszy raz poznałam. 

- Ja nie chciałam, nie chciałam.- westchnęła moja matka, lekko się nade mną pochylając. Jednak lekko odeszłam do tyłu.- To ten tylko jeden raz.- westchnęła.

- Nie chcę cię znać.- krzyknęłam, gdy łzy rozmywały mi mój wieczorny makijaż.- Nie dotykaj mnie!- uznałam, że krzyk jest chyba najwłaściwszym wyjaśnieniem.- Nie jesteś moją matką!

- Wychowałam cię, teraz się tak odpłacasz. Jestem twoją matką, gówniarzu!- pierwszy raz zobaczyłam ją, aż tak bardzo zdenerwowaną.- Tniesz się, pijesz, ćpasz, nie tak cię z ojcem wychowaliśmy.- Poczułam, że to koniec.


Musiałam przełamać ten lód, wchodząc bliżej nacisnęłam dzwonka, bo czułam się tu nieswojo. Stałam kilka minut, czekając na odpowiedź.Czułam się teraz jak jedna nie potrzebna rzecz tu taj. Uświadomiłam sobie, że tak na prawdę muszę z tym skończyć. Jednak nikogo nie słyszałam, a przede wszystkim nie widziałam. Dotknęłam klamki i lekko nacisnęłam, bałam się wejścia tam, cholernie się bałam. Postawiłam pierwszy krok i poczułam muśnięcie ciepłem moich policzków. Było tu tak zawsze, pachniało ciasteczkami, a wygląd wcale się nie zmienił przez ten rok beze mnie. Krocząc w stronę salonu, zobaczyłam śpiącego tate. Zawsze miałam do niego pełne serce, przede wszystkim to ona zawsze dla mnie był autorytetem. Siadłam na fotelu na przeciw niemu i przez chwilę patrzyłam się z niedowierzaniem.Zamknęłam oczy.

- Zawsze będziesz moją małą córeczką i nigdy nią nie przestaniesz- przytulił mnie, całując w czoło.
- Dziękuje tato!- poczułam dla kogo mogę żyć. 

- Hannah, co ty tu robisz ?- spytał tata, wyciągając mnie z transu. Nie mogłam przez chwilę odpowiedzieć, nie potrafiłam wszystkiego sobie poskładać w całość.- Halo, co się stało? Przecież ty....- przerwałam mu.

- Ja uciekłam- co raz bardziej drżały mi dłonie.- Nie mogłam tam dłużej wytrzymać i....- przez chwilę uległa cisza.- to był ośrodek dla jakiś wariatów i debili. Przyszłam tylko po rzeczy.- nie wiedziałam co dalej powiedzieć. Byłam zdenerwowana to mało powiedziane.

- Przecież ja nic, nie mówie, kochanie. Ale dlaczego uciekłaś?- zdecydowanie był bardzo uspokojony. Wiedział, że tam nie mogę być.

- Tam gdzie matka mnie posłała, zamykają, biją, gwałcą i wciąż się wyżywają, ja tak nie potrafię żyć.- pojedyncza łza zleciała mi policzku. 

- Rozumiem. Dziecko, mogłaś jeszcze wytrzymać 6 miesięcy.- poklepał mnie po plecach.

- Nie, czekałam do wczoraj, wczoraj  były moje urodziny przecież.- opracowywałam to jak im o tym opowiedzieć kilkanaście miesięcy. Ale już dziś tak na prawdę się z tym stoczyłam. 

- Mama nie będzie z tego dumna.- westchnął tak głośno, że jego powietrze obiło mi się o policzki.

- Ona o niczym się nie dowie- prysknęłam. Czując, że nie tylko te słowa bolą mojego ojca, ale od środka zjadają też mnie i nie mogę z tym walczyć.- Mam 18 lat i nie macie żadnej władzy nade mną, więc nie możecie nic zrobić, przykro mi.- ostatnią część zdania na prawdę powiedziałam bardzo cicho, aby to tylko zachowane było dla mnie, w szczególność dla mnie.- To tylko tyle- powiedziałam przez zamknięte w cienkie usta. Stałam,a ojciec ani milimetra nie ruszył z kanapy. 

"To chyba znaczy, że to rozumie" Głos z mojej głowie odezwał się i rozwalił moją psychikę na kilka kawałków.
Dynamicznie kierowałam się w stronę mojego starego pokoju, kiedy nagle poczułam, że mój brzuch momentalnie pęka, więc po ostatkach sił ruszyłam do kuchni biorąc z lodówki kawałek pizzy, pewnie z wczorajszej kolacji ze znajomymi rodziców i ruszyłam ponownie w stronę pokoju, otwierając drzwi, zauważyłam, że wszystko się zmieniło, cały pokój. Zaczynając od koloru ścian, aż po lekkie dodatki na nowych meblach. Widziałam na ziemi kartony z imieniem "Hannah", czyli oni już mnie pożegnali, pomyślałam po czym moje oczy zmieniły się w jedno wielkie jezioro kropli. Otworzyłam pierwszy karton i zobaczyłam moje podręczniki, wtedy pierwsza i ostatnia łza poleciała mi po policzku czując słony jej smak w ustach. I wtedy dokładnie zrozumiałam, że moje całe emocje wyszły na wierzch i cała byłam roztrzęsiona. Dlaczego ona to zrobiła, co? Kilka pytań nasuwało mi się po kolei na myśli. Otwierając następne pudło, zobaczyłam, że tam są moje ubrania, telefon, laptop i rzeczy które były mi najbardziej potrzebne. Chwytając pobliską czarną torbę spakowałam rzeczy i zakmnełam drzwi od pokoju. Jedyne co miałam w ręku był telefon, którego próbowałam włączyć, gdy kierowałam się do drzwi wyjściowych. 
- Tak po prostu odchodzisz- powiedział ojciec, kiedy on na prawdę czuł się kłębkiem nerwów.
- Tak, muszę ja tak po prostu muszę zrobić.- westchnęłam, sprowadzając na siebie kilka łez, ale w ostatniej chwili zatrzymałam je, aby kolejny raz spłonęły mi po policzku. Otworzyłam drzwi i jak już mówiłam wyszłam. Wsiadłam do samochodu, rzucając torbę na przednie siedzenie pasażera i odpaliłam silnik, przez chwilę jeszcze w lusterku widziałam ojca stojącego na werandzie przy domu. "To chyba ostatni jego widok" pomyślałam i przejechałam przez skrzyżowanie. Teraz tak na prawdę nie miałam gdzie pojechać, nie wiedział gdzie i jeszcze ten cholerny samochód nie dawał mi wytrwania. Po raz kolejny skręciłam na główną drogę, wyjeżdżając z centrum i kierując się w odwrotną stronę całego zgiełku melancholii i ludzi. 


......


Uwaga czas na ogłoszenia parafialne, następny rozdział pokarze się już jutro, a nawet jeszcze dziś, bo mam totalną wenę, a po za tym rozdziały będą pojawiać się regularnie, co 3 lub 4 dni. W zajeżności od mojej nauki, bo teraz jak wiedzieć poprawy i te sprawy :P

To dziękuje, że czytacie :))

Jeśli już jesteś to zostaw komentarz   Proszę





czwartek, 2 maja 2013

Rozdział 1*

NA SAMYM POCZĄTKU WSPOMINAM, ŻE NIE WPROWADZAM NA POCZĄTKU BOHATERÓW, BO NAMI BĘDĄ  SIEBIE OPISYWAĆ :)

MAM PROŚBĘ DO OLI FAJNEJ, CZYM MOGŁABYŚ MNIE POLECIĆ U SIEBIE NA BLOGU ? :)

___________________________________________________________
___________________________________________________________


Pocierając oczy, powoli wstałam z niewygodnego łóżka w opuszczonej chatce. W brzuchu co raz bardziej przemieszczało mi się i nie mogłam, ani trochę myśleć o sprawach. Postanowiłam, że nie daleko, czyli tu w tym domku mogli mnie znaleźć, bo przecież ten dramatyczny ośrodek był tuż nie daleko. Udałam się na dół, skrzypiące schody wgrywały się w melodię mojego bólu brzucha. Wiedziałam, że dłużej nie wytrzymam i najbardziej trafnym rozwiązaniem będzie wrócić do domu, a to było daleko z stąd. Wyszłam z domu, chlapiąc drzwiami, nie przejmowałam się tym, a następnie skierowałam się na jezdnie, próbując zatrzymać chodź jednego kierowce. Dłuższy czas nie udawało się, chodź pewnie nie przez to, że jestem niby brzydka tylko wyglądam jak siedem nieszczęść. 
W moją stronę nadjeżdżał czerwony range rover, spowalniając tempo samochodu po kilku sekundach zatrzymał się przy mnie. 
- Ty za ile godzina?- uśmiechnął się chłopak o brązowych oczach.
- Co przepraszam bardzo?- stanęłam i przez chwilę miałam ochotę wpaść w drogę.
- No przecież, nie za darmo.- chłopak łobuzersko się zaśmiał i chyba miał nadzieję, w jakiś sposób mu odpowiem. Lecz po chwili z piskiem opon odjechał. Zostawiając mnie całą wbitą. 
Następne samochody, ani na chwile nie zatrzymały się, lecz raczej trąbiły. Doszłam już kilka kilometrów, gdzie przed moimi oczami ukazał się te same czerwone auto. Podeszłam bliżej, orjętując się czy obok mnie nikogo niema. Kątem oka zobaczyłam kluczyki w stacyjce. Nie zastanawiając się, weszłam bardzo chicho do samochodu, odpalając silnik i ruszyłam z piskiem.
- Stój!!!- z daleka krzyczał brązowooki chłopak. Musiałam dotrzeć do domu, więc kluczowo trzymałam się drogi, pamiętałam ją całą. 
Nie przejmowałam się, że wzięłam czyjś samochód, chodź oczywiście  to był straszny grzech.Ale przecież oddam...
Dojeżdżałam na miejsce, serce biło mi sto razy szybciej i pociły mi się ręce. 

*****
Krótki, bo na razie takie będą i nie liczie na dłuższe do 18 maja, bo nauka. -,- 

Co stanie się z dziewczyną, jakie konsekfencje poniesie ? :)

Czytaj dalej :P